CYTAT (aisak74 @ 13.10.2006, 10:18)
Zupełnie nie rozumiem tego argumentu. Jeżeli nie ma się czasu, żeby sprawdzic w necie, albo podejść do sklepu, to na wycieczki tym bardziej go zabraknie.
A kto kilka dni temu pisał, że nie ma czasu podjechać do sklepu rowerowego, by zapytać o salę gimnastyczną?
Może ja jeszcze raz wyjaśnię, dlaczego jestem zwolennikiem ślepego realizowania kalendarza.
Nie wiem, jak inni, ale ja decyzję o uczestnictwie w wycieczce podejmuję w przeddzień wieczorem. Sprawdzam w kalendarzu dokąd jest wycieczka. Jak do Lubszy, to biorę Kamilkę, jak do Trzebnicy, to biorę 3 kilo wałówki... Ja mam stałe łącze, to ewentualnie zajrzę na forum... ale jakbym nie miał, to na pewno bym nie płacił za połączenie. Mógłbym zadzownić telefonem, ale do kogo? Do prezesa? A on zna na bieżąco zmiany w kalendarzu?
Pozostaje jechać na Poprzeczną (dla niektórych członków to 300 m, a dla innych 33 km). Przyjeżdżam na Poprzeczną, a tam figa, nikt nie powiesił nowych zaproszeń, bo kto miał to zrobić? Wisi tylko stary drukowany kalendarz.
Ale ja przynajmniej wiem do kogo nie dzwonić. A wyobraźmy sobie zwykłego zjadacza chleba, który przeczytał zajawkę w NTO (była co tydzień w tamtym roku). Przyjeżdża, bierze ze sobą jeszcze dziecko a tu na starcie:
a/ wycieczka 150 km;
b/ nikogo nie ma, bo odjechali o 8:00
c/ trwa dyskusja dokąd jechać i robią głosowanie.
Kolejny argument. Akcja pod tytułem "o 10 spod ratusza" trwa już bodaj 6 rok. Proste i łatwe do zapamiętania... było.
Kolejny. Są ludzie, którzy tolerują tylko pewien rodzaj rowerowania, ot np. krajoznwstwo ale bez gruntówek i to nieczęsto, np. raz w miesiącu. Wybierają więc trasy krótkie i krajoznawcze, ot np. kol. Marian na wiosnę, wyraźnie wybierał takie. Nastawia się więc z góry na jakąś trasę, np. do Kopic, rezerwuje wolny dzień lub weekend, przykładowo zamiast z PTTK to z Na Przełaj...
To są moje argumenty
przeciwko jakimkolwiek doraźnym zmianom w kalendarzu. Pogoda, to może co najwyżej zmienić plan wycieczki już na trasie, no ewentualnie w momencie wyjazdu wiadomo że będzie przez najbliższe kilka godzin lało. Zmiany kalendarza trzy dni, albo nawet dwa tygodnie przed, mogą oznaczać tylko dwie rzeczy
- kalendarz został ułożony źle
- nikt nie ma ochoty go przestrzegać.
Gdyby mi się udało wszystkich przekonać, do sztywnego i ślepego przestrzegania kalendarza, to wówczas możnaby się pokusić o stworzenie imprez różnorodnych:
a/ dla całkiem początkujących
b/ dla żółwi
c/ dla zajęcy
Każdy by znalazł miejsce dla siebie. (Zresztą tak jak z bieżącym podziałem tras na S i G).
Jeśli jednak takiej woli nie będzie, to robota na próżno. Można sie przekształcić w klub elitarny i faktycznie umawiać się na kolejne wyjazdy na poprzedzających wycieczkach. To też jest jakaś droga.