Rowerem po Bornholmie
według Michała Sawickiego.
Wyliczyłem to sobie tak:
Z Warszawy jest do Szczecina pociąg coś koło 23:00 w piątek i będzie w Szczecinie Dąbiu trochę po 7:00.
Będzie tam też za mniej więcej 25 minut jakaś przesiadka do Świnoujścia. Przesiadka dojedzie na 9.35 na miejsce. Odprawa kończy się o 9:45. Kupa czasu, no nie? Może jeszcze kupię świeże pieczywo.
Pociąg dojechał do Szczecina spóźniony o 40 minut. Szczęśliwie przesiadkowy też się spóźnił. Niestety okazał się podmiejskim pociągiem (Jaki to za pociąg? - Żółty. - Ale dokąd? - Do połowy.). Tłum koszmarny. Jak wbiłem tam rowery to nie wiem. Nie wiem też skąd ludzie znają tyle brzydkich słów. Dojechaliśmy do Świnoujścia z opóźnieniem 20 minut!. Tak, była godzina 9:55 gdy wpadłem na punkt odprawy. Tylko dobrej woli tych ludzi zawdzięczam, że nas wpuścili. Zanim dotarłem z pokładu samochodowego na górę, poczułem że prom odpływa. A ja JESTEM NA POKŁADZIE.
Ludzie! następny prom za tydzień, a i tak nie starczy mi już kasy na następne bilety! Macie wakacje, więc darujcie sobie taką zabawę. Tylko co drugi głupi ma szczęście.
Bornholm to jest wyspa na wakacje. REWELACJA. Wcale was tam nie zapraszam, bo się zrobi ciasno. Jeżeli chodzi o jej wielkość, to ma powierzchnię Warszawy, tylko powietrze bardziej przejrzyste. Nie da się odjechać od morza dalej niż 10 km, bo wyspa ma szerokość 20 km.
Jak już pomachaliście celnikom paszportem (to jest Dania) to od razu wycinajcie w prawo do informacji turystycznej. Należy tam wygarnąć wszelkie bezpłatne informacje o wyspie jakie są dostępne w znanym wam języku, a nie zawadzi wziąć też niektóre z tych pisanych po niemiecku, bo są ładne Obrazki. Mapy są też za friko, pocztówki radzę kupować w trakcie wycieczki, wtedy można docenić to co jest na zdjęciu.
Prom dopływa w sobotę o 16:00. Nic do jedzenia już raczej nie dostaniecie. Przebicie cen żywności bywa niesamowite, więc radzę zabrać ile się da z Polski. Chyba nie będzie mi się chciało pisać o tym dokładniej.
Prom dopływa w sobotę o 16:00. Warto pomyśleć o noclegu. W Danii nie wolno biwakować na dziko, a na tej wyspie i tak nie ma gdzie. Ogólnie są dwie możliwości:
1. Kempingi z pełnym wyposażeniem (podłączenie przyczep kempingowych, prysznic, kuchnia, plac zabaw itd.), które są rozlokowane nad samym morzem. W 1997 roku nocleg jednej osoby kosztuje 45 koron plus 10 koron za namiot. Trzeba też raz wykupić coś w rodzaju ubezpieczenia.
2. Pola namiotowe odsunięte o około 3-5 km od morza. Jest zakaz wjazdu samochodów, do dyspozycji tylko trawa, stoły, drewniany sraczyk, śmietnik i kran z pitna wodą. Cena 12 koron za łeb i nic poza tym. Są naprawdę urocze.
Jeżeli chodzi o kempingi to są zaznaczone na wszystkich mapach. Pola namiotowe są tylko w jednym prospekcie. Dokładne adresy podam na końcu.
Bornholm zwiedzałem zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Co jest do zwiedzania przeczytacie w prospekcie. Ja w ciągu tygodnia nie zdążyłemwszystkiego obejrzeć, chociaż wstawałem o 8:00! Ogólnie to jest tak: zachodnia część wyspy to skały, skały, skały. Niesamowicie malownicze szlaki, wspaniałe widoki itd. Najładniejsze widoki są ze ścieżek dla pieszych, ale nie radzę zapuszczać się tam z sakwami - to jest naprawdę kolarstwo górskie. Strome i nierówne schody wydadzą się wam chwilą wytchnienia. Jeżeli ktoś myślał, że Dania jest krajem płaskim to zacznie modlić się do przerzutek. 21 biegów to wcale nie nadmiar, ale jeśli ktoś lubi sobie poskakać to trafił do El Dorado.
Środek wyspy to pola i lasy, poza kilkoma zabytkami to nic specjalnego.
Wschodnie wybrzeże to plaże jak marzenie. Jeżeli zaczynają się wam kłębić w głowach jakieś kosmate myśli, to jeszcze za mało wiecie. Po plaży można również jechać rowerem, przynajmniej moim (opony 1.95 i 2.05 cala). Moja towarzyszka nie doceniła uroków tego miejsca. Również stary turystyczny rower z wysokimi przełożeniami i bardzo wąskimi oponami nie wpływał dodatnio na jej nastrój.
Bornholm jest uroczy i wakacje były niesamowite. Ścieżki rowerowe są doskonałe i jest ich dużo. Po powrocie do kraju dopiero można docenić standard tamtejszych toalet, nawierzchnię dróg, kulturę kierowców i poziom mieszkańców. Nikt nas nie okradł i nie miał pretensji, że się o coś pytam. Nie musiałem uciekać na pobocze przed samochodami i nie spotkałem kibla bez papieru toaletowego.
Polki poznaje się po urodzie, ogólnie Polaków po tym, że mają górskie rowery i, jak powiedziała pewna Dunka, po tym, że mówią po angielsku.
Morze było bardzo ciepłe i doskonale czyste. Jak młotek jakiś nie wziąłem maski do nurkowania. Ładne dno jest tylko na wschodzie, wszędzie indziej to niesamowite kamieniste plaże, potężne klify, rafy i coś takiego, co nie wiem jak się nazywa.
Pogoda trafiła mi się też szczęśliwie - słonko, słonko, trochę mgły, słonko. Spałem w odpiętym namiocie i bez śpiwora, nad morzem nie ma komarów. A teraz wyobraźcie sobie kemping na samym północnym cyplu: wciągam rower na szczyt skały, gdzie jest akurat tyle piaszczystego miejsca, żeby wbić śledzie i to nie wszystkie. Namiot stoi na szczycie skały. Do morza i piaszczystej plaży jest tyle, że idę tam boso zabierając tylko ręcznik. Mieszkam w górach z widokiem na morze! W Polsce się tego nie znajdzie.
Tak, powrót do kraju wydaje się czymś w rodzaju Safari. Dworzec w Świnoujściu to duża próba dla układu nerwowego, następna atrakcja to Szczecin. Wszystkiego nie opiszę, bo mi się nie chce, a inni też mają prawo do przygód - samolub nie jestem.
Na razie to wszystko, resztę może kiedyś jeszcze dopiszę, to się zobaczy.
Aha, bym zapomniał: piwo tańsze od wody mineralnej. Piwo duńskie, oczywiście. film o Bornholmie