Mam trekkinga, bez amora. Używałem od lat zwykłego bagażnika (tylny przerobiony na przedni), potem miałem nisko zawieszoną samoróbkę
http://ktkbrzeg.republika.pl/rtroki-i.jpg , a ostatnio oryginalny low-rider z aluminium.
Zaleta: Jest więcej miejsca na bagaż. I na tym zalety się kończą.
Po za tym, łatwiej się taki rower prowadzi po schodach i krawęznikach, bo nie ma tendencji do stawania dęba (niczym narowisty koń) :-)
Wada: właściwie jedna, to przy częstym kręceniu kierownicą, czy też omijaniu dziur, kamieni, podskakiwaniu na kamieniach etc, - ręce bolą.
Na szosie oczywiście jest to mniej istotne (nawet pomijalne), ale jak się zjedzie z asfaltów to może być kłopotliwe na dłuższą metę.
Dlatego używam więc tego bagażnika sporadycznie, tylko na wyprawach powyżej 3 tygodni. I wkładam tam tylko najlżejsze towary: ubrania, ew. śpiwór.
Co ważne tak obciążony rower prowadzi się całkiem bezpiecznie, można spokojnie mknąć 60 km/h. Pamiętać tylko należy, by sakwy były zamontowane tak, by się nie odczepiły nawet po uderzeniu w przeszkodę, bo strach pomyśleć co by się stało, gdyby któraś spadła.